Miesiące i lata mijały.
Alissa spowolniała i najczęściej wylegiwała się na słońcu wiosną i latem. Upały
źle znosiła, bo miała gęste długie futro. Najbardziej lubiła zimę. Każdy śnieg
witała z zadowoleniem, a gdy odśnieżałam podjazd, czy naszą część drogi, kładła
się na białym puchu i broniła go przed odgarnianiem.
Którejś śnieżnej zimy
zrobiła sobie w nim jamę pod rozłożystymi jałowcami rosnącymi na froncie. Śnieg
utrzymywał się po stronie północnej długo i sunia mogła się cieszyć swoim
gniazdem do wiosny.
Zimą 2008 odszedł mój Tata
i nie wiem, czy Panna Psica odczuwała jego brak. Często, gdy nocował u nas,
zabierał ją wczesnym rankiem na spacer i brnęli obydwoje po mokrej jeszcze od
rosy trawie po naszych włościach. Teraz zniknął z naszego życia i mi brakowało
go bardzo.
W maju 2008 uśpiłam chorą
na FIV-a Misię, której już nie dało się dłużej leczyć. Tylko kot Agis i Piesio
zostały Alissie do towarzystwa. Misia spoczywa snem wiecznym pod starym
jaśminem.
Zwierzaki stanowiły dla
nas, a dla mnie na pewno, dużą przyjemność, bo lubiłam szwendać się z moimi
dziewczynkami po polach (jeśli nikogo nie było na horyzoncie), ale były też
przeszkodą, żeby gdzieś wyjechać, oderwać się od wszystkiego.
Gdy w 2005 wyjeżdżałam z
moją młodszą bratanicą do Tunezji na 2 tygodnie, do pomocy Ceci przy
zwierzakach zainstalowałam w domu starszą bratanicę.
Tak samo było w 2009,
kiedy 3 przyjaciół Irlandczyków z Anglii przyjechało w odwiedziny i na kilka dni
ruszyliśmy wypożyczonym fordem fokusem w Polskę. Ceci zbliżała się do 80-tki i
nie chciałam jej zostawiać z całym dobytkiem samej.
Ale niejednokrotnie, gdy
nie miałyśmy ochoty organizować kolacji wigilijnej dla całej rodziny,
marzyłyśmy sobie, żeby gdzieś wyjechać i zostawić im dom do dyspozycji. Niech
sobie gospodarzą!!! Ale zwierzaki; nimi
nikt by się nie zajął. Tyle razy teść brata zapraszał nas z wizytą do Suwałk i
zawsze odmowa była umotywowana tym samym powodem: Kto się zajmie naszym
dobytkiem.
Sądzę, że o tym powinni
pamiętać ludzie, którzy biorą sobie zwierzątko do domu, bo jest takie ładne
itp. Potem przychodzą wakacje i zwierzątko ląduje przywiązane do drzewa przy
szosie, albo jest wyrzucane z pędzącego samochodu gdzieś na zadupiu.
Zimą 2009 Alissa wybiegła
z działki wieczorem i powróciła z przebitą łapą. Gdy zorientowałam się, że
krwawi (jej posłanie było całkiem poplamione), sunia miała już taką dawkę
adrenaliny, że nie dała sobie opatrzyć rany.
Odziałam się czym prędzej i ruszyłyśmy do Lecznicy. Panna Psica tak
galopowała, że myślałam, że mnie przewróci na wyślizganym śniegu. W Lecznicy
Vetowie zadecydowali, że łapa musi być
zszyta i sunia zostanie na noc.
Odebrałam ją następnego
dnia po pracy. Zalecono, żeby zasłaniać opatrunek, aby go nie zrzuciła. Dobra
rada! Nie pomogły skarpety nakładane na łapę i przyklejane przylepcem powyżej
jej łokcia. Alissa tak lizała łapę, że ‘przylizywała’ i skarpety i w końcu szwy
się rozeszły. Nie było sensu usypiać jej ponownie, aby zakładać drugie szwy;
rana musiała się zagoić naturalnie. I zagoiła się, tyle, że sunia miała już na
zawsze bliznę na łapie, która nie zarosła futerkiem.
Jesienią 2009 Ceci
przewróciła się nieszczęśliwie i złamała sobie żebra, kość biodrową i kilka
innych drobiazgów. Pogotowie zabrało ją do szpitala, po czym odwiozło po zrobieniu
i analizie zdjęć; miała leżeć w domu i się zrastać. Problem w tym, że mnie nie
było 10 godzin w domu, Markiz też pracował, a ktoś powinien mieć na nią
baczenie w okresie zrastania i zdrowienia. Po wielu poszukiwaniach udało nam
się umieścić Ceci w Domu Pogodnej Starości prowadzonym przez zakonnice, 5 minut
samochodem od nas.
Zostałam sama ze zwierzakami,
ale z dużą Alissą czułam się spokojna w naszym domu. Z Ceci byłam w ciągłym
kontakcie, prawie codziennie ją odwiedzałam. Siostry troskliwie się nią
zajmowały i kiedy potrzeba organizowały wizyty lekarza. Ceci była też wożona na
oględziny swoich złamań.
W międzyczasie
zorganizowaliśmy malowanie i przemeblowanie pokoi Ceci. Alissa była bardzo
zadowolona, że tyle rodziny się najechało. Była to dla Panny Psicy miła odmiana
po samotnych dniach spędzanych bez Ceci, Piesio bowiem, jak przystało na ciepluszka,
spędzał dnie w domu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz