Początek zimy 2009 – 2010
był rajem dla Alissy. Tyle śniegu napadało. Panna Psica znów wykopała sobie
śnieżne komnaty pod jałowcami na froncie domu.
Ceci wróciła do domu i
chociaż powoli, mogła wyjść z chodzikiem na werandę i potarmosić sunię po
łebku.
Jednocześnie
sunia zaczęła oddychać z coraz większym trudem. Gdy zabierałam ją w największe
mrozy do przedpokoju, kładła się z głową w kierunku nieszczelnych drzwi, żeby
choć trochę chłodniejszego powietrza złapać.
Prześwietlenie
wykazało, że ma chłonniaka na tchawicy. Bardzo niewiele jadała. Doktor Darek
zauważył, że bardzo schudła i zalecił podawanie jej tłustszego jadła.
Uprzedził, że trzeba będzie pomyśleć o eutanazji, ale tę sugestię odrzuciłam na
razie. Kupowałam jej boczek i początkowo smakował on Alissie. Z czasem i boczek
jej już nie kusił.
Tak
przetrwałyśmy do lutego.
Alissa
była coraz markotniejsza i coraz więcej czasu spędzała w swojej jurcie, nie
wychodząc na zewnątrz.
W
dniu 23 lutego Ceci zadzwoniła do mnie do pracy, że Alissa nie pojawiła się
cały dzień na zewnątrz. Gdy wróciłam do domu i zajrzałam do jurty, leżała tam i
ciężko dyszała. Miała smutne, zrezygnowane oczy.
Zadzwoniłam
do Lecznicy i poprosiłam o przyjazd lekarza celem uśpienia Alissy. Nie wiem,
może mogłam z tym poczekać jeszcze parę dni, ale bałam się, że Panna Psica
zacznie się dusić, gdy mnie nie będzie w domu i odejdzie w męce.
Po
kilkunastu minutach przyjechała Doktor Ania Czarna, która wiele lat temu
leczyła sunię, gdy podejrzewałyśmy, że jest szczenna. Teraz miała ją uśmiercić,
bo tym jest przecież eutanazja…
Alissa
wyszła z jurty i słabo zaszczekała, po czym usiadła na swoim dywaniku przy
drzwiach. Pani Doktor zaczęła przygotowania: wygolenie łapy, jeden zastrzyk.
Przypuszczalnie
psy czują, kiedy zbliża się ich koniec. Alissa też wyczuła. Zaskamlała cicho.
-
Cicho, Ali. Nic nie będzie bolało – łagodnie powiedziała Pani Doktor.
Uklękłam
obok Panny Psicy i wzięłam ją w objęcia. Następny zastrzyk i duże ciało mojej
suni zwiotczało mi w ramionach. Koniec.
Pochyliłam
się nad nieżywą Alissą i zapłakałam.
-
Ona nic nie poczuła - Pani Doktor powiedziała pocieszająco, po czym zabrała
swój ekwipunek i odjechała.
Chwilę
jeszcze płakałam. Drzwi wejściowe się uchyliły i ukazała się w nich Ceci.
Spojrzała na Alissę i wyszeptała:
-
Biedna stara psica
Po
czym się schyliła i pogłaskała ją po łebku.
Dwa
dni wcześniej sunia skończyła 11 lat.
Poprosiłam
sąsiada o pomoc w pochowaniu Alissy.
Przenieśliśmy
ją na kocu za dom na południowy trawnik i tam został wykopany grób dla Panny
Psicy. Okazało się, że pod śniegiem ziemia jest całkiem miękka, więc można było
dokonać przyzwoitego pochówku.
Wiosną
przesadziłam na grób Alissy rozłożysty cis.
Jakiś
czas później zamówiłam granitową tabliczkę z napisem:
Alissa I
1999 – 2010
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz