poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Alissa I - zimowy sen





Początek zimy 2009 – 2010 był rajem dla Alissy. Tyle śniegu napadało. Panna Psica znów wykopała sobie śnieżne komnaty pod jałowcami na froncie domu.
Ceci wróciła do domu i chociaż powoli, mogła wyjść z chodzikiem na werandę i potarmosić sunię po łebku.

Jednocześnie sunia zaczęła oddychać z coraz większym trudem. Gdy zabierałam ją w największe mrozy do przedpokoju, kładła się z głową w kierunku nieszczelnych drzwi, żeby choć trochę chłodniejszego powietrza złapać.
Prześwietlenie wykazało, że ma chłonniaka na tchawicy. Bardzo niewiele jadała. Doktor Darek zauważył, że bardzo schudła i zalecił podawanie jej tłustszego jadła. Uprzedził, że trzeba będzie pomyśleć o eutanazji, ale tę sugestię odrzuciłam na razie. Kupowałam jej boczek i początkowo smakował on Alissie. Z czasem i boczek jej już nie kusił.
Tak przetrwałyśmy do lutego.
Alissa była coraz markotniejsza i coraz więcej czasu spędzała w swojej jurcie, nie wychodząc na zewnątrz.
W dniu 23 lutego Ceci zadzwoniła do mnie do pracy, że Alissa nie pojawiła się cały dzień na zewnątrz. Gdy wróciłam do domu i zajrzałam do jurty, leżała tam i ciężko dyszała. Miała smutne, zrezygnowane oczy.
Zadzwoniłam do Lecznicy i poprosiłam o przyjazd lekarza celem uśpienia Alissy. Nie wiem, może mogłam z tym poczekać jeszcze parę dni, ale bałam się, że Panna Psica zacznie się dusić, gdy mnie nie będzie w domu i odejdzie w męce.
Po kilkunastu minutach przyjechała Doktor Ania Czarna, która wiele lat temu leczyła sunię, gdy podejrzewałyśmy, że jest szczenna. Teraz miała ją uśmiercić, bo tym jest przecież eutanazja…
Alissa wyszła z jurty i słabo zaszczekała, po czym usiadła na swoim dywaniku przy drzwiach. Pani Doktor zaczęła przygotowania: wygolenie łapy, jeden zastrzyk.
Przypuszczalnie psy czują, kiedy zbliża się ich koniec. Alissa też wyczuła. Zaskamlała cicho.
- Cicho, Ali. Nic nie będzie bolało – łagodnie powiedziała Pani Doktor.
Uklękłam obok Panny Psicy i wzięłam ją w objęcia. Następny zastrzyk i duże ciało mojej suni zwiotczało mi w ramionach. Koniec.
Pochyliłam się nad nieżywą Alissą i zapłakałam.
- Ona nic nie poczuła - Pani Doktor powiedziała pocieszająco, po czym zabrała swój ekwipunek i odjechała.
Chwilę jeszcze płakałam. Drzwi wejściowe się uchyliły i ukazała się w nich Ceci. Spojrzała na Alissę i wyszeptała:
- Biedna stara psica
Po czym się schyliła i pogłaskała ją po łebku.
Dwa dni wcześniej sunia skończyła 11 lat.

Poprosiłam sąsiada o pomoc w pochowaniu Alissy.
Przenieśliśmy ją na kocu za dom na południowy trawnik i tam został wykopany grób dla Panny Psicy. Okazało się, że pod śniegiem ziemia jest całkiem miękka, więc można było dokonać przyzwoitego pochówku.
Wiosną przesadziłam na grób Alissy rozłożysty cis.
Jakiś czas później zamówiłam granitową tabliczkę z napisem:
Alissa I
1999 – 2010

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz